Etykiety

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nie tylko dla mnie było to przeżycie.


Starsza Córa przeszła przez okres pojawienia się siostry bardzo książkowo. Heh cóż za piękne pojęcie „książkowo”. Były złości, histerie, było próbowanie możliwości małej istoty, próbowanie mnie i taty. Co to były za chwile.....? Na zewnątrz twarda, wewnątrz rozdarta. Według zaleceń poradników angażowałam ją w większość akcji pielęgnacyjno-opiekuńczych nad młodszą, ale to było za mało, chciała mieć mamę na wyłączność tak jak przez poprzednie 3 lata. Siostrę kochała, przytulała, całowała i wygłupiała się z nią, ale troszkę pod skórą traktowała ją jak intruza, który zabrał jej mamę. Gdy młodsza płakała, Starsza nie wiadomo dlaczego też zaczynała płakać, gdy kąpana była młodsza, starsza chciała się bawić  gdy usypiana była młodsza, starsza w tym czasie zaczynała się głośno bawić, śpiewać. Starsza w pewnym momencie znalazła sobie zastępstwo. Gdy zaczynało się „gorąco” i nikt nie zwracał na nią uwagi stwierdziła, że ona chce iść do babci. I nie mam nic przeciwko temu, ale mądra matka przeanalizowała. Doszłam do wniosku, że jeśli ją za każdym razem będę oddawać do babci to w końcu ona naprawdę będzie mnie traktować jak gorsze zło i za każdym razem gdy ja jej na coś nie pozwolę to pójdzie po pomoc do babci. Ojej … na to matka pozwolić sobie nie mogła. Nie po to przez trzy lata nad nią pracowałam, żeby teraz to stracić. Wszystko zmieniło się gdy wykrzesałam z siebie ostatki sił, żeby podzielić siebie na pół (dla siebie póki co nie zostało nic). Starałam się z nią spędzać jak najwięcej czasu. Wymyślałam zabawy, ale za każdym razem szybko się nudziła. Potrzebowałam czegoś więcej…wtedy właśnie pojawiły się teczki Wydawnictwa Olesiejuk. Cudowne i nadzwyczajnie proste zajęcie czasu małego człowieczka. Moje ochy i achy są uzasadnione.... wszystko minęło. Nie ma akcji złości ani bezsensownego krzątania się i marudzenia... jest zajęcie .... i to nie byle jakie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz