Etykiety

środa, 12 marca 2014

Przedszkola...nabór 2014

Co rusz w radio pojawiają się informacje, że zaczął się nabór do przedszkoli. Nie wiem komu dziękować ale ktoś moim życiem poprowadził tak że zostałam w małym/niemałym mieście, gdzie przeważnie dzieci dostają się do tych placówek do których chcą. W niewielkim stopniu są przypadki, że dziecko trafia do przedszkola wpisanego na drugiej pozycji na liście preferowanych przedszkoli.
Czasami dopada mnie złość, frustracja i zniechęcenie jeśli chodzi o to, że zostałam tu zamiast ruszyć w świat i rozwijać skrzydła. Z perspektywy czasu patrzę na to jednak innym okiem. Małe miasta mają swoje plusy jeśli chodzi o posiadanie dzieci. Nie trzeba jeździć z dzieckiem z domu na drugi koniec miasta żeby zawieść je do przedszkola po czym zawracać i przebijać się na skraj miasta żeby popracować. Nie stoi się w korkach ( tak, tak, dowiedziałam się że to u nas to nie korek tylko chwilowy przestój).
W tym roku musiałam złożyć tylko deklarację że moje dziecko zostaje w przedszkolu, ale wszystkim rodzicom, którzy składają podania i poddawani są dziwnej punktacji... trzymam kciuki żeby Wasze pociechy trafiły do wymarzonych przez Was placówek.
Buziaki

piątek, 28 lutego 2014

Wychodne

Sama nie mogę w to uwierzyć. Stało się. Matka, matula na co dzień oddająca się całkowicie (no może z 8 godzinną przerwą na pracę) swojemu potomstwu...wyszła z domu. Wyszła, ale nie na zakupy... wyszła na Babski Comber. Po 5 latach niewoli matczynej odwaga i chęć rozłożenia zakurzonych skrzydeł wzięła górę i stwierdzam, że było mi to niezmiernie potrzebne. Nie da się określić wszystkich zalet i emocji, które towarzyszą mi do teraz. Oczywiście na początku nie zapowiadało się tak pięknie. Matka przeżyła wahania: a może jednak zostanę, a co jeśli potomstwo nie będzie mogło zasnąć, a jak będą płakać (ja lub one) i tysiąc innych powodów dlaczego powinnam zostać. Pojawiły się nawet prośby do ojca, żeby napisał wiadomość jak potomstwo pójdzie spać. W końcu ojciec matkę wywiózł i... ahoj przygodo.
Nie będę rozpisywać o pijackich imprezach, o nie była pełna kultura i tak potrzebny nam matkom do życia luz. Polecam wszystkim mateczkom takie wyjścia. Bez męża, bez dzieci, rozprostowałam skrzydła, otrzepałam je z kurzu, odetchnęłam pełną piersią i ze spokojem że wszystko ze mną w porządku wróciłam do swojego życia, do obowiązków, a co najważniejsze do swoim dziewczynek.

czwartek, 20 lutego 2014

Ferie, ferie i po feriach

Długo wyczekiwane ... nareszcie nastały. Mimo, że moje potomstwo nie ma ustawowo ustalonych ferii (w przedszkolach i żłobkach nie ma ferii) wyjechaliśmy na zimowe szaleństwo. Kierunek obrany jeszcze w grudniu. Po namowach znajomych wybór padł na Bieszczady i sprawdzony ośrodek w Czarnej koło Ustrzyk - Hotel Perła Bieszczadów - tu link.
Skorzystaliśmy z opcji promocyjnej dla narciarzy, pomimo, że matka nigdy na nogach nart nie miała, a ojciec zapalonym sportowcem nigdy nie był. Pobyt trwał 4 dni. Mogę szczerze polecić ten hotel na spokojny pobyt z dzieckiem na wakacjach lub przerwie zimowej. Nie jeździmy po hotelach więc nie mam porównania jeśli chodzi o wielkość, ale dla mnie hotel duży. Cały obiekt składa się z hotelu, który połączony jest przewiązką z domem wczasowym i restauracją "Cztery Pory Roku", domków letniskowych. Do atrakcji zimowych możemy zaliczyć własny wyciąg narciarski, który nie jest zbyt duży ale za to na początki zjazdowe dla dzieci i dorosłych wystarcza, możliwość zorganizowania kuligu, ogniska. Pewnie atrakcji zimowych na świeżym powietrzu jest więcej ale piszę tylko to co sprawdzone i polecam. Prócz tego ośrodek oferuje w budynku dostęp do sali klubowej, gdzie mogą pobawić się dzieci (szeroki asortyment gier planszowych, papier kolorowy, kredki i inne akcesoria małego artysty), sala ze stołem do ping-ponga, piłkarzyków, sala z bilardem). W hotelu znajduje się basen kryty z saunami (solna, ziołowa, fińska i parowa), do którego mieliśmy nieograniczony dostęp oraz klub z barem. Na zewnątrz oprócz wspomnianego stoku znajduje się basen letni, kort tenisowy, mini plac zabaw dla dzieci, boiska sportowe do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej. Z hotelu blisko jest także do Ustrzyk i dwóch stoków narciarskich.
Obiekt otoczony lasem - tu zdjęcie z maps.google.pl
źródło: maps.google.pl

Hotel sam w sobie ładny i estetyczny, obsługa bardzo miła i uprzejma, nie patrząca krzywo na dzieci które do spokojnych nie należą. 
Zbyt dużo osób w hotelu nie było więc obsługa rozmieściła nas na różnych piętrach i w różnych skrzydłach hotelu co było wielkim plusem gdyż nikt nikomu nie przeszkadzał. W naszym pakiecie mieliśmy zapewnione śniadania i kolacje. Początkowo miałam obawy jak przeżyjemy bez ciepłego dania, ale jak się okazało zupełnie niepotrzebnie ponieważ w kolację wliczało się drugie danie obiadowe (placki ziemniaczane z gulaszem, bitki z kaszą i pyszną kapustką). W ciągu dnia wykupiliśmy sobie dodatkowo zupę, co doskonale się sprawdziło przy dzieciach bo zjadały całą zupę, miały przerwę i dopiero wtedy drugie danie. Zarówno śniadanie jak i kolacja to pełen szwedzki stół i do wyboru do koloru twarożek, serek, wędliny, sery, papryka, sałata, jogurty, herbata, kawa, soki owocowe, chleb, bułki, ciasteczka, ciasta i wspomniane danie cieple na kolację oraz przy śniadaniu także wybór ( zazwyczaj spośród trzech pozycji) ciepłego posiłku np. jajecznica, racuszki, naleśniki, kiełbasa itd..
Z racji iż w hotelu nie było zbyt dużo gości basen był pełnym relaksem. Plusem jest to, że z każdego piętra można było zjechać na basen windą, więc dzieci nie "pelętały" się po hotelu z ręcznikami. 
Na terenie ośrodka znajdują się trasy spacerowe i jeziorko, w którym w lecie można łowić ryby (pobierana opłata). Do dyspozycji gości dostępne są sanki oraz wypożyczania rowerów.
Nasz pobyt w Perle Bieszczadów oceniam jako bardzo udany. Miły, nieprzytłaczający hotel z piękną okolicą. Warto wyjechać na odpoczynek z rodziną. My byliśmy teraz trzeci raz i za każdym razem korzystaliśmy z innej opcji oferowanej przez ośrodek. Za pierwszym razem mieszkaliśmy w domku 2-osobowym, później domek większy 2 rodzinny a teraz hotel. Patrząc z perspektywy jednego dziecka - domek jest super rozwiązaniem. Hotelowe doświadczenie z dwójką pociech jednak wygrywa w końcowym rozrachunku, wszystko na miejscu... a jak ciepło. 


wtorek, 28 stycznia 2014

Robimy porządki

Mam naturę chomika !!! dotarło to wreszcie do mnie. Mam całe mnóstwo małych "przydasiów", tasiemki, wstążeczki, guziki i guziczki i inne badziewia z których wyczarować można cuda. Na nieszczęście/szczęście moje dzieci odziedziczyły po mnie silne poczuje własności, ale nie takie "Nie dam, to moje...". Raczej na zasadzie pilnowania swego żeby nie zginęło i szanowania wszystkich rzeczy. Najbardziej przywiązuję jednak wagę do tego, żeby uczyć moje cudowne dzieciaczki, że nie ważne co by się działo trzeba szanować cudzą własność. Rzeczy pożyczone muszą wrócić w idealnym stanie do ich właściciela. 
Wracając do tematu. 
Mamy stos książek i książeczek ... ponieważ jesteśmy mini molami książkowymi. Posiadamy kolekcję gumowych zwierzątek...baaa cały zwierzyniec. Po katach w koszyczkach pochowane były inne małe zabawki nad którymi zapanować się nie dało. Jedna ma już "dorosłe" zabawki, druga jeszcze za mała na tamte więc ma zestaw dla mniejszych dzieci. Wszystko trzeba jakoś pogodzić i pomieścić, a pokój nie guma i się nie rozciągnie. 
Z racji rozterek typu "gdzie jeszcze to można schować" kupiłam cudo, cudeńko, maleństwo pojemne jak żadne, taki oto regał z pojemnikami na zabawki:





Regał kupiony w sieci Biedronka na wyprzedaży za jedyne 35 zł, ale nie zamienię go na inny. Jest idealny, nie za duży, nie za mały. Dla dziecko super bo nie musi wspinac się żeby do czegoś dosięgnąć.
Wymiary: 66 x 61,5 x 24.