Sama nie mogę w to uwierzyć. Stało się. Matka, matula na co dzień oddająca się całkowicie (no może z 8 godzinną przerwą na pracę) swojemu potomstwu...wyszła z domu. Wyszła, ale nie na zakupy... wyszła na Babski Comber. Po 5 latach niewoli matczynej odwaga i chęć rozłożenia zakurzonych skrzydeł wzięła górę i stwierdzam, że było mi to niezmiernie potrzebne. Nie da się określić wszystkich zalet i emocji, które towarzyszą mi do teraz. Oczywiście na początku nie zapowiadało się tak pięknie. Matka przeżyła wahania: a może jednak zostanę, a co jeśli potomstwo nie będzie mogło zasnąć, a jak będą płakać (ja lub one) i tysiąc innych powodów dlaczego powinnam zostać. Pojawiły się nawet prośby do ojca, żeby napisał wiadomość jak potomstwo pójdzie spać. W końcu ojciec matkę wywiózł i... ahoj przygodo.
Nie będę rozpisywać o pijackich imprezach, o nie była pełna kultura i tak potrzebny nam matkom do życia luz. Polecam wszystkim mateczkom takie wyjścia. Bez męża, bez dzieci, rozprostowałam skrzydła, otrzepałam je z kurzu, odetchnęłam pełną piersią i ze spokojem że wszystko ze mną w porządku wróciłam do swojego życia, do obowiązków, a co najważniejsze do swoim dziewczynek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz